wtorek, 14 marca 2017

drugi.

Zaraz, że co? Ja mam być kucharką w H2K? Nie, to niemożliwe, żeby połączyć moje dwie pasje w jedność! Przecież to było moje największe marzenie, o którym tylko cicho marzyłam, bo nigdy nie wierzyłam, żeby aż tak się do mnie uśmiechnął los. Może to była jakaś ukryta kamera? Szybko przeleciałam podejrzliwym wzrokiem po pomieszczeniu, ale nic nie wskazywało na to, żeby gdzieś był ukryty sprzęt.
-To jest poważne pytanie? - zapytałam się niepewnie.
Zaśmiał się głośno.
-Pewnie! Jak nie przypadniesz nam do gustu to wiesz, będziemy dalej szukać. Co prawda, nigdy aż tak nie działamy szybko, ale w tym przypadku stwierdziliśmy, że raz trzeba złamać reguły. Mam nadzieję, że nie zawiedziemy się - puścił do mnie oczko. Mam nadzieję, że mnie nie podrywał, bo Alicja pewnie by mnie rozszarpała swoimi zębami.
-Nie wiem, zastanowię się... Mam studia, wiesz, ciężko mi będzie to rzucić - zasmuciłam się. Byłam na 3 roku już, prawie pisałam pracę licencjacką, a tu taka propozycja! Nie wiedziałam, co robić, z jednej strony chciałabym rzucić wszystko i jechać z nimi, ale z drugiej szkoda byłoby mieć jakieś zaległości.
-Pomyśli się potem, wiesz, na tydzień chyba możesz przyjechać? - zaproponował Neil. - Jak zostaniesz, to może uda Ci się jakoś ogarnąć, a jak nie przejdziesz naszych testów to po prostu wrócisz do Polski i nadrobisz zaległości z tygodnia.
-Masz rację, dobrze myślisz! Kurde, jestem taka zszokowana tą propozycją, zaskoczyłeś mnie - uśmiechnęłam się do niego.
-Uwielbiam zaskakiwać ludzi, a zwłaszcza tak urocze jak Ty - rzucił zawadiacko.
-Oj stop - żachnęłam się. - Nie lubię komplementów.
-Przepraszam, przepraszam! Możemy się wieczorem spotkać w hotelu to pogadamy szczegółowo na ten temat, wiesz, warunki i tak dalej. A potem możesz spać ze swoimi koleżankami, załatwimy nocleg.
-O kurczę, naprawdę? - zachwyciłam się.
-Pewnie, dla mnie to nie problem. Chodź, mam zaraz mecz, a gadam tutaj z Tobą - zaśmiał się.
Wróciłam do dziewczyn, a Neil do swojej drużyny. Koleżanki od razu wzięły mnie w przepytki.
-Co chciał od Ciebie? - rzuciła szybko Alicja.
-Nie uwierzycie, zaproponował mi pracę w kuchni H2K!
-O kurwa, Maja! - wypsnęło się Kasi. - Gratulacje!
Przez następne 15 minut wypytywały mnie o wszystko, czego się dowiedziałam. Kiedy usłyszały informację, że dzisiejszą noc możemy spędzić z wszystkimi drużynami lolowymi w hotelu, zapiszczały z wrażenia. Alicja szczegółowo wypytywała mnie o Prollego i zrobiło jej się smutno, kiedy usłyszała, że podrywał mnie ten uroczy mężczyzna. Zapewniłam ją ze sto razy, że nic nie chcę od niego, że moje serce należy do jakiegoś blondyna, którego jeszcze nie poznałam (tu ją okłamałam, bowiem od dawna podkochiwałam się w Amazingu i nawet pisałam do niego swego czasu bardzo dużo na Twitterze, ale ten nie odpisał na żadną moją wiadomość), przez co Alicja uspokoiła się troszkę.
Mecze były wspaniałe, nie było żadnych problemów technicznych i wszystko szło jak po maśle, naprawdę świetna organizacja była. H2K bezproblemowo wygrali wszystkie swoje mecze, dzięki którym zakwalifikowało się do jutrzejszych półfinałów. Po ostatnim meczu przyszedł do nas Chris, szef zarządzania zespołem, i kazał iść za sobą. Szybko ogarnęłyśmy swoje rzeczy i ruszyłyśmy za nim. Znaleźliśmy się przed Spodkiem, gdzie wstęp mieli tylko nieliczni, nawet my nie miałyśmy odpowiednich przywilejów, bowiem stąd odjeżdżali wszyscy gracze do hotelu. Przed nami stał pusty bus, do którego weszliśmy.
-Gdzie śpicie? - zagadała Alicja do Chrisa.
-W Novotelu, niedaleko stąd - odpowiedział chłopak.
-Podoba Ci się Polska?
-Bardzo! Macie miłych ludzi, dziwne jedzenie i mocną wódkę - zaśmiał się. - Ale pamiętajcie, cokolwiek zobaczycie w hotelu, nie wynoście tego na zewnątrz, niech wszystko pozostanie między nami - spoważniał. - Za dużo się dzieje rzeczy, które mogłyby wpłynąć niekorzystnie na wizerunek graczy. Ryzykujemy, zapraszając was w ścisłe grono, mam nadzieję, że nie podważycie naszego zaufania.
Spojrzałam na dziewczyny zdziwionym wzrokiem. A więc plotki o tym, że rodzą się związki homoseksualne, były prawdziwe? A może chodziło o coś zupełnie innego, o czym nie miałyśmy pojęcia?
-Nie ma sprawy, zachowamy wszystko dla siebie - uśmiechnęła się Alicja. - Dla nas to wielki zaszczyt, że jesteśmy zaproszone z Mają do hotelu, pewnie inni by nas opluli i wzięli samą Maję.
-Pewnie tak by było i z wami, ale Neil nalegał z Marcinem, żeby wasza cała trójka przyjechała - powiedział zamyślony Chris. - Jesteśmy na miejscu!
Wysiedliśmy i weszliśmy do hotelu. Dziewczyny, po usłyszanej rewelacji w busie, zaczęły się strasznie wiercić i chichotać między sobą, a ja wciąż byłam w szoku. W recepcji wzięto od nas dane osobowe, żeby zarejestrować w systemie, a po chwili ruszyliśmy za Chrisem w stronę wind z kluczem do pokoju 3-osobowego. Europejskie drużyny mieszkały na 10 piętrze, reszta na wyższych, zaś casterzy na 9. Rozstaliśmy się pod naszym pokojem, który był bardzo blisko windy, a Chris poinformował nas, że za 20 minut jego drużyna będzie jadła kolację w jadalni i że czujmy się zaproszone przez nich.
Pokój był całkiem ładny i przytulny oraz wystarczająco duży, żebyśmy mogły się bezproblemowo zmieścić w 3. Łazienka za to miała ogromne lustro, jakby wybudowano je specjalnie dla 3 kobiet, które muszą jednocześnie się odświeżyć i od nowa umalować.
-O kurde, nie wierzę, że tu jesteśmy! - wrzasnęła Kasia, rzucając się na łóżko. - To spełnienie moich marzeń, nigdy bym nie pomyślała, że zajdziemy aż tak daleko!
-Dobrze, że wzięłyśmy te ciuchy na zmianę, coś czułaś, prawda, Alicja? - westchnęłam, wyjmując z plecaka kosmetyki i ręcznik.
-Nooo, a przeczucie nigdy mnie nie zawiodło! Idźcie się ogarnąć, dajcie mi swoje ładowarki od telefonów i chociaż trochę je podładujmy, zaraz do was dołączę.
Po 20 minutach byłyśmy w windzie i zjeżdżałyśmy na dół. Ogarnęłyśmy się nawet zadziwiająco dobrze, co było nie lada wyczynem po 12 godzinach chodzenia. W małym pomieszczeniu panowała nerwowa atmosfera, nie wiedziałyśmy, jak nas przyjmą nasi idole, dodatkowo mnie pożerała trema, że przecież niedługo będę z nimi prawdopodobnie przebywać całe dnie, nawet jeśli to tylko tydzień jest. Winda się zatrzymała, a drzwi się rozsunęły i weszłyśmy do jadalni.
-Ooo, nasze polskie piękne dziewczyny! - przywitał nas radośnie Marcin. - Chodźcie chodźcie, częstujcie się śmiało!
Alicja od razu pobiegła zająć miejsce między Neilem a Chrisem (Neil z przerażeniem się na mnie popatrzył i wywnioskowałam, że to było pewnie dla mnie miejsce, ale ja tylko się uśmiechnęłam, że to nie problem), zaś Kasia grzecznie poszła usiąść obok Marcina. Rozejrzałam się szybko i ostatnie wolne miejsce było między kluseczkowatym Febivenem a Odo. Cieszyłam się, że nie siedziałam między Koreańcami, bo jeszcze nigdy nie miałam z żadnym do czynienia i nie wiedziałam, na jakim poziomie jest ich angielski.
-Hey, dziewojo! - rzucił zadziornie Fabian, kiedy obok niego usiadłam. - Fabi jestem.
-Maja - uśmiechnęłam się zestresowana.
Okazało się, że niepotrzebnie się denerwowałam. Chłopaki sami tak podtrzymywali rozmowę, że nie było mowy o żadnej krępującej ciszy. Z ulgą przyjęłam też fakt, że żaden mnie nie podrywał albo po prostu nie umiałam tego dostrzec. Kiedy wjechały pierogi z kapustą i grzybami, wyjęłam z malutkiej torebki przyprawy i doprawiłam po swojemu, bo te oczywiście nie były idealnie doprawione.
-Co robisz? - zdziwił się Odo.
-Aaa doprawiam sobie pierogi, doprawić Ci jednego? - zaproponowałam.
-Pewnie!
Posypałam niewielką szczyptą ziół jednego pierożka. Odo ukroił sobie kawałek, niepewnie powąchał go, po czym włożył do ust.
-Kurwa! - wrzasnął po polsku, a cały stół zamilknął i spojrzał na niego. Przeraziłam się, że jednak przesadziłam z moimi dodatkami, przecież nie każdemu muszą one smakować. - Przecież to jest zajebiste! - powiedział, kiedy przełknął kęs. - Maja, dosyp mi tego więcej!
Nagle moja torebka z ziołami znalazła się w każdych rękach, a wszyscy sypali sobie szczyptę na swoje pierogi. Jęknęłam, kiedy wróciła do mnie pusta. Cholera, te zioła były moje ulubione, a nie miałam kiedy uzupełnić zapasu...
Po kolacji przyszedł deser w postaci sernika. Ten okazał się być naprawdę dobry, ale tak szczerze to smakowały mi każde ciasta i nie umiałam rozróżnić smaku za bardzo w nich. Neil przeprosił Alicję na chwilę i poprosił mnie na słówko. Wyszliśmy na korytarz, gdzie panowała cisza.
-Chciałbym ustalić, co i jak - zaczął rozmowę Prolly. - Jesteś w stanie jechać z nami w poniedziałek busem?
-Pewnie, tylko musiałabym jutro wrócić do domu po rzeczy.
-Weź ich więcej, bo czuję coś, że pomyślnie przejdziesz tydzień próbny - uśmiechnął się do mnie ciepło.
-Ojej, naprawdę?! - prawie zapiszczałam. - To się nie dzieje naprawdę!
-O Twoim losie zdecyduje dyrektor drużyny, ale to dopiero po meczach w splicie, czyli pewnie w sobotę i niedzielę. Ale to się dowiesz wszystkiego w swoim czasie.
-A gdzie będę spać? - chciałam się dowiedzieć.
-Oczywiście że w gaming house! Mieszkamy w domu, nie w żadnym mieszkaniu, my przeważnie na górze siedzimy, bo tam mamy nasze sypialnie i gaming room, ale nasze ważne osoby, czyli trener personalny, kucharz i tak dalej mają swoje osobne pokoje na dole, gdzie jest kuchnia i jadalnia. Zobaczysz sama, będzie super!
-Nie mogę się doczekać, żeby być już z wami! Boże, to moje marzenie było, serio, nie wiem, jak dziękować za spełnianie ich.....
Neil się zaśmiał.
-Nie przesadzaj! To my musimy Ci dziękować, że spadłaś nam z nieba, bo ostatnio ciężko o dobrego kucharza, nikt nie umie nic porządnie robić, a nasze dolegliwości żołądkowe skutecznie przeszkadzały w scrimkach. Chodź, wrócimy do środka, jutro Ci powiem, jak w poniedziałek jedziemy, żebyś mogła się zameldować. Chociaż w sumie możesz jutro też tutaj spać, to kłopot z głowy!
Wróciliśmy do jadalni, gdzie wszyscy pili sobie po jednym piwku na noc. Fabian już lekko seplenił, z czego się wszyscy śmiali, że ma taką słabą głowę, a on się próbował tłumaczyć, że jest trzeźwy a mówi tak niewyraźnie, żeby nas rozbawić. Nikt mu niestety nie uwierzył. Spojrzałam jeszcze raz po ludziach i zauważyłam, że Kasia z Marcinem gdzieś zniknęli. Spojrzałam na Alicję, a ona odwzajemniła spojrzenie i się jednoznacznie do siebie uśmiechnęłyśmy. Chyba nie tylko ja skorzystałam na poznaniu H2K....
__________________
elo, peace, nie wiem, dziwnie mi sie pisalo ten rozdzial XD!

środa, 8 marca 2017

pierwszy.

Gotowanie to moja pasja. Uwielbiam gotować wszędzie i wszystko. Wystarczą mi nawet 2 składniki w lodówce, a już wyczaruję z niczego coś niesamowitego. Ważne, żebym miała pod ręką zioła, przyprawy, pieprz, sól, cukier. Bez tego o wiele ciężej stworzyć mistrzostwo kulinarne. Nie uczyłam się nigdzie gotowania, urodziłam się z tym. Byłam już na studiach, o dziwo niezwiązanych z kuchnią, jak początkowo planowałam, jednak, co uświadomili mi rodzice, nie opłacało się przy moim talencie kończenia żadnych szkół czy techników gastronomicznych, a zrobienie dyplomu nie było problemem, gdyż ktoś z rodziny miał wejścia, dzięki którym mogłam podejść do testów bez wcześniejszego ukończenia kursu czy nauki.
Moją drugą pasją jest League of Legends, czyli inaczej wirtualna gra. Może nie poświęcałam dużo czasu na naukę, ale wszystkie streamy czy mecze oglądałam z wypiekami na policzkach. Uwielbiałam patrzeć na te piękne synchronizacje drużyn w LCSach, ich każde walki o smoki, barony czy wieże. Zawsze chciałam być w takiej drużynie, ale albo brakowało czasu albo mój poziom był za słaby, żeby cokolwiek móc osiągnąć. Mimo to uwielbiałam jednocześnie gotować i oglądać, dostawałam wówczas takiej weny, że znajomi często chcieli przepisy na potrawę, a ja nie potrafiłam sobie przypomnieć, co dodałam dokładnie. Przypisywałam to magii, ponieważ każda potrawa identycznie przygotowana różniła się od siebie. Nie miałam ulubionej drużyny, kibicowałam wszystkim. Jednak jeśli w drużynie znajdował się Polak, moje serduszko bardziej było za polską stroną, ah, ta mentalność!
Dzisiaj był IEM w Katowicach, gdzie miało zagrać H2K, w którym był polski akcent - Jankos w lesie. Cieszyłam się niesamowicie na ten wyjazd, oglądanie turniejów na komputerze a na żywo to ogromna przepaść, tego się nawet nie dawało porównać. Tłum potrafił skutecznie zagrzewać drużynę, wczuwał się w każde klimaty, reagował na wszystkie akcje. Ten dreszcz, te emocje... Tęskniłam za tym mocno, mogłabym wręcz powiedzieć, że byłam od tego uzależniona.
Schowałam czekoladowe babeczki, które upiekłam godzinę temu u cioci, gdzie mieszkałam na czas wydarzenia, do kartonowego pudełka i wyszłam z domu na pociąg.
-Miłej zabawy, Maju! - zawołała za mną ciocia.
Odmachałam jej z uśmiechem na twarzy i dziarskim krokiem ruszyłam w kierunku dworca kolejowego. Nie mogłam się doczekać spotkania z moimi koleżankami, które też były zafascynowane oglądaniem gier jak i graczy. Trzeba przyznać, że gracze LoLa byli naprawdę przystojni, co nie zdarzało się w innych e-sportach.
Weszłam na peron i po minucie nadjechał mój pociąg. Wsiadłam ostatnimi drzwiami i skierowałam się do foteli 2x2, gdyż siedziały tam już koleżanki.
-Oo, Maja! - zawołała do mnie Alicja.
-Miło Cię widzieć - rzuciła Kasia.
Uśmiechnęłam się do nich ciepło i usiadłam przy oknie, częstując moimi babeczkami. Z przyjemnością patrzyłam, jak ich twarze się rozpływają pod wpływem smaku tych słodkości. Sama, jak jadłam wcześniej, miałam niebiański uśmiech. Jeszcze nigdy nie wyszły mi takie dobre!
-Ja Cię, to jest zajebiste...Daj więcej!
-Nie ma mowy - zaśmiałam się.
-Chcesz oczarować jakąś drużynę? - spojrzała się na mnie podejrzliwie Alicja.
-Może... - rzuciłam zaczepnie.
-Pewnie H2K?
-Oj cicho, nie wiadomo, czy mi się uda! Jak sądzicie, kto wygra IEM? - zmieniłam szybko temat.
-Oczywiście, że H2K! - rzuciła wesoło Kasia.
-A ja myślę, że Flash Wolves - odparowała Alicja.
Reszta podróży minęła nam na gdybaniu i obstawianiu, kto kim zagra i kto wygra całe wydarzenie. W końcu pociąg zatrzymał się w Katowicach i mogłyśmy ruszyć w kierunku Spodka.
Kolejka pod Spodkiem była ogromna, na szczęście my miałyśmy specjalne wejście dla VIP, załatwione przez Zuzę i jej bliższe znajomości z szefostwem. Nie dość, że siedziałyśmy w loży dla wybrańców, to jeszcze mogłyśmy wbić się za kulisy, aby porobić zdjęcia z graczami! Jakbyśmy chciały to jeszcze scrimki byśmy mogły oglądać, ale nie chciałyśmy przeszkadzać graczom, bo to był najważniejszy moment przed meczem, aby się skoncentrować i zagrać wszystko perfekcyjnie.
Dostałyśmy plakietki i od razu wbiłyśmy do pokoju, gdzie ewentualnie można było spotkać graczy w komplecie, gdzie mieli robione zdjęcia do prasy i takie tam - medialny pokoik. Miałyśmy szczęście, bo akurat stało tam całe H2K. Stanęłyśmy z boku i obserwowałyśmy, jak mnóstwo fotografów robi zdjęcia 5 graczom plus ich trenerowi. Od razu rozpoznałam Marcina, wysokiego blondyna, który był tym słynnym junglerem. Po zdjęciach Marcin spojrzał na nas i się nagle szeroko uśmiechnął, po czym zaczął iść w naszym kierunku. Moje serce zamarło z wrażenia - ale jak to? Taka sławna osoba tak po prostu podchodzi do fanek? O co chodzi?
-Kasia! Mogłem się Ciebie tu spodziewać. Miło Cię widzieć! - zawołał wesoło ciepłym głosem Jankos. - A wy to pewnie koleżanki? - spojrzał na mnie i na Alicję.
-Tak, ja jestem Alicja - podała mu rękę - a to jest Maja, która chyba zamieniła się w słup soli - zaśmiała się, szturchając mnie lekko.
Wzdrygnęłam, rumieniąc się ze wstydu. Jaki przypał, nie tak to sobie wyobrażałam! W mojej wyobraźni miałam być super wygadana, uśmiechnięta, zrelaksowana, a wyszłam na gbura, którego wmurowało w ziemię. Podałam pudełko czekoladowych babeczek, które kurczowo trzymałam.
-Ooo, a co to? - rzucił wesoło Marcin.
-Kulinarne pyszności najlepszej kucharki - rzuciła Kasia. - Kucharki, która zapomniała języka w gębie - powiedziała złośliwie.
-Wypraszam sobie! - ocknęłam się. - Maja jestem, sorki, eee, za moją downowatość, u mnie to wrodzone. - próbowałam się marnie wytłumaczyć. - Upiekłam wam babeczki czekoladowe, mam nadzieję, że skosztujecie i będziecie mogli przez chwilę być w niebie - rzuciłam zadziornie.
Marcin wziął jedną w palce i zaczął ją obracać, po czym powąchał.
-Niby ładnie pachnie, ale nie są przypadkiem zatrute? - wymamrotał, przypatrując się uważnie kawałkowi czekolady.
-Nie obrażaj Mai! - powiedziała oburzona Kasia. - Uwierz mi, nigdy nie jadłeś nic lepszego.
-Zaraz sprawdzimy... Chłopaki! - krzyknął do kolegów z zespołu po angielsku. - Chodźcie tu, mam dla was coś słodkiego!
Podszedł do nas cały zespół, a mi się nogi ugięły. A co, jeśli reszta babeczek jest zepsuta i im zaszkodzi? Nie nie, tak na pewno być nie mogło i OMójBożeCzyToNieIdzieDoMnieTenPięknyFebivenOBożeOnSięDoMnieUśmiecha! Maja, stop, nie czerwień się.. Jak na złość moje policzki zapiekły, a ja uciekłam wzrokiem gdzieś w kierunku sufitu, byleby nie patrzeć na nich. Alicja, widząc moją reakcję, zaśmiała się bezgłośnie i rzuciła szeptem:
-Weź się w garść, zaraz wszyscy będą Cię kochać!
Pokiwałam nerwowo głową, nadal na nich nie patrząc. Po chwili usłyszałam jęki. O Boże, otrułam kogoś?! Spojrzałam w końcu na nich, a oni wszyscy mieli miny, jakby znaleźli się w krainie rozkoszy.
-Boże, to jest PRZECUDOWNE - rzucił Marcin. - Jesteś Bogiem.
-Przesadzasz - wymamrotałam.
-Nie, serio, nigdy nie jadłem nic lepszego.. Masz więcej?
-Przykro mi, następnym razem więcej upiekę - uśmiechnęłam się niepewnie.
-H2K PROSZONE DO SCRIMKÓW - krzyknęły nagle głośniki.
Drużyna wyparowała szybko, ale widziałam, że nadal byli rozmarzeni. O kurde, a co, jeśli ja ich zdekoncentrowałam i teraz wszystko przegrają? Podzieliłam się swoimi zmartwieniami koleżankom.
-Nie martw się, na pewno tak nie będzie! - pocieszyły mnie.
-Kasia.. - spojrzałam na nią badawczym wzrokiem. - Nie mówiłaś mi, że znasz Jankosa.
-Oj, tak jakoś wyszło.. - zarumieniła się. - Chodźcie zając miejsca, opowiem wam wszystko!
Okazało się, że była niedawno w Berlinie na LCSach, gdzie po meczach nie miała się gdzie podziać, a pociąg powrotny miała dopiero o 5 rano do swojego miasta. Zmartwiona nie wiedziała co robić, co zauważył Jankos i po dowiedzeniu się, z czym boryka się dziewczyna, zaproponował jej noc w swoim gaming house. Prze-szczęśliwa spała tam nie jedną, a trzy noce, gdyż okazało się, że znaleźli wspólny język, i gadali prawie cały czas.
-Ooo, jak uroczo! - zawołałam. - Rozumiem, że chcesz coś więcej? - rzuciłam zadziornie.
-Nie przesadzajmy, aż tak daleko nie doszłam w swoim myśleniu! - zaśmiała się Kasia.
-Prolly do nas idzie! - rzuciła nagle Alicja. - Dobrze wyglądam, nie rozmazałam się nigdzie?!
-Spodobał Ci się? - uśmiechnęłam się do niej szeroko.
-Cicho! Ok wyglądam? - spanikowana szukała w torebce lusterka.
-Jak milion dolarów, słowo harcerza!
Alicja się uspokoiła, a po chwili do loży wszedł trener H2K.
-Hej, Neil jestem - przedstawił się. - Maja, mogę Cię prosić na słówko? - szybko do mnie rzucił.
Pokiwałam tylko głową, a nerwy znowu dały się we znaki. Jezu, zabiłam kogoś? On tak poważnie wygląda! Wyszłam za nim z loży i przeszliśmy do jakiegoś pokoju, niedostępnego dla plebsu, jak nazwaliśmy resztę publiki, która nie miała takich układów jak my.
-Zabiłam kogoś? - nie wytrzymałam i wypaliłam.
Neil się zaśmiał.
-Nie, nie, wszyscy grają lepiej niż zwykle! Ale mam pewną propozycję.
-Zamieniam się w słuch! - powiedziałam.
-Bo niedawno nasza kucharka odeszła na emeryturę, złamała sobie obojczyk, a my nie możemy znaleźć nowego... Chcesz zastąpić jej miejsce i mieszkać w gaming house H2K, gotując nam posiłki?

___

Elo, wiem, że niedopracowane, ale dawno nie pisałam nic i także ten tego, jeśli kiedyś będę miała tego kupę, to pewnie tu wrócę i dopiszę wątki, e i to tyle, miło mi XD!